data-srcset

Jesień na Śnieżce, a tu pełno śniegu. Zdobywanie najwyższego szczytu Karkonoszy w październiku.

Nastała jesień a wraz z nią okazja do kolejnych wypraw w góry. Tym razem padło na Śnieżkę, pomimo że byliśmy już na niej dwukrotnie, teraz postanowiliśmy wejść na szczyt, aby uzupełnić pieczątkę w książeczce Korony Gór Polski.

Wyjazd do Karpacza zaplanowaliśmy na drugi weekend października, sprawdziliśmy prognozę pogody (zapowiadano lekkie opady śniegu) oraz informacje karkonoskiego GOPRU o warunkach na szczycie. GOPR podawał że na Śnieżce leży ok. 7 centymetrów śniegu, ale jak to mówią przezorny zawsze ubezpieczony, dlatego dodatkowo zabraliśmy raczki i ciepłe kurtki.

Bo w górach nigdy niczego nie można być pewnym.

Z samego rana wyjechaliśmy z Wrocławia i obraliśmy cel na Parking – Śnieżka obok skoczni Orlinek. Nasza trasa na ten dzień przedstawiała się następująco:

Nie będzie chyba zaskoczeniem gdy wspomnimy, że gdy dojechaliśmy na miejsce padał lekki deszcz, w końcu mamy jesień. Na szczęście po chwili przestało padać i mogliśmy ruszyć na szlak. Przy samym wejściu na szlak znajduje się Dziki Wodospad, który polecamy zobaczyć.

Pierwszym przystankiem na naszej trasie było Schronisko PTTK “Strzecha Akademicka”, w którym planowaliśmy zjeść drugie śniadanie. Na szlaku byliśmy tylko my, większość turystów wybierała czarny szlak z Karpacza lub wjeżdżali na górę koleją linową “Zbyszek”. Wędrując w górę natknęliśmy się na skałę, na której wyrzeźbiono sanki i dwoje ludzi. Jeżeli znacie genezę tej płaskorzeźby podzielcie się z nami wiedzą w komentarzu.

Przez większą część drogi do Strzechy Akademickiej panowała mgła, a od połowy szlaku zaczęły pojawiać się pierwsze oznaki nadchodzącej zimy. Im dalej szliśmy tym więcej śniegu pojawiało się na naszej drodze, ale nie spodziewaliśmy się takiej ilości śniegu przy schronisku.

W tym momencie przyszedł czas na raczki, świetnie zdają egzamin właśnie w takich warunkach, noga nie ślizga się tak na śniegu co pozwala pewnie wchodzić i schodzić nawet po mocno oblodzonej powierzchni. Przy samym schronisku droga była już zamarznięta na kość a warunki na szlaku typowo zimowe.

W schronisku spędziliśmy trochę czasu delektując się ciepłą herbatą i drugim śniadaniem. Wchodząc żółtym szlakiem wędrowaliśmy praktycznie sami ale już w schronisku natknęliśmy się na dość duży tłum turystów. Było jednak sporo wolnych miejsc, kolejka do bufetu nie była duża i mogliśmy spokojnie odpocząć kilkanaście minut.

Po krótkim odpoczynku wróciliśmy na szlak i podążyliśmy “Drogą Na Śnieżkę” w kierunku Domu Śląskiego. Od schroniska PTTK “Strzecha Akademicka” wędrowaliśmy już w dość dużym tłumie turystów, których tak jak nas nie odstraszały zimowe warunki.

Jak na zimę w górach przystało im wyżej tym więcej śniegu. Kiedy minęliśmy linię kosodrzewiny i wyszliśmy na otwartą przestrzeń poczuliśmy na własnej skórze jaka jest różnica między “temperaturą powietrza” a “temperatura odczuwalna”. Telefon podawał -3 stopnie Celsjusza ale wiejący wiatr sprawiał że realnie było o wiele zimniej. Szczerze podziwialiśmy osoby, które wybrały się na Śnieżkę ubrani w letnie kurtki czy nawet krótkie spodenki! (tak, spotkaliśmy turystę w krótkich spodenkach i koszulce).

Im bardziej zbliżaliśmy się do Schroniska “Dom Śląski” tym większe tłumy mijały nas po drodze. Największy ruch był już przy Przełęczy Pod Śnieżką, gdzie krzyżują się szlak niebieski z czarnym. Czarnym szlakiem podążają zwykle turyści, którzy korzystają z kolejki linowej “Zbyszek”.

Chcieliśmy na chwilę zatrzymać się w Domu Śląskim ale po dotarciu na miejsce okazało się, że są tam tak ogromne tłumy (szacunkowo około 200 osób wewnątrz budynku) że postanowiliśmy od razu udać się na szczyt. Na szlaku od Domu Śląskiego na Śnieżkę było już tak tłoczno, że łatwiej było iść środkiem oblodzonej kamiennej drogi niż poboczem, którym poruszała się większość osób. Podążaliśmy dalej Drogą Jubileuszową, aby obejść szczyt dookoła i wejść na niego od drugiej strony, po prostu było na niej mniej osób. Pod samym szczytem wiał silny wiatr, który ciągnął ze sobą okruszki lodu. Miejscami nie dało się spojrzeć w przód, dodatkowo otaczająca Śnieżkę chmura skutecznie ograniczała widoczność.

Pod samym szczytem nie było nawet widać oznaczeń szlaku i wędrowaliśmy już na tzw. “czuja”.

I udało się! Dotarliśmy na szczyt Śnieżki. Tym razem już z książeczkami Korony Gór Polski i wbitymi pieczątkami. Przyszła pora na pamiątkowe zdjęcia i chwilę podziwiania szczytu pokrytego śniegiem i lodem.

Gdy poprzednim razem wchodziliśmy na Śnieżkę planowaliśmy zejście czerwonym szlakiem przez Dolinę Łomniczki, niestety był on wtedy zamknięty z powodu zagrożenia lawinowego. Jako że szlak ten był jeszcze otwarty zdecydowaliśmy się wrócić nim do Karpacza.

I przyznamy szczerze że naprawdę warto wybrać się na ten szlak. Pierwsze co za nim przemawia to to, że nie ma na nim takich tłumów jak na Śląskiej drodze. Drugie to oczywiście widoki. Zobaczcie sami:

Padający w dolinie śnieg sprawiał, że panująca w niej atmosfera była tak wspaniała że nie chcieliśmy wcale z niej wychodzić. Padający już lekki śnieg i wielokolorowy las sprawiał wspaniałe wrażenie i chciałoby się tam zostać jak najdłużej, ale zbliżała się pora zachodu słońca więc zmuszeni byliśmy ruszyć w dalszą drogę.

Szczerze polecamy wycieczkę na Śnieżkę w okresie jesieni, gdy szlaki nie są jeszcze zasypane grubą warstwą śniegu. Pamiętajcie tylko aby przygotować się na zimowe warunki, w Karpaczu może być w miarę ciepło ale na szczycie na pewno będzie dużo chłodniej.

Cześć Górom!


Jeżeli podobają się wam nasze artykuły to zapraszamy do polubienia naszej witryny na Facebooku. Możecie też nas znaleźć na Twitterze oraz Instagramie, linki znajdziecie poniżej:

Zapraszamy was również do naszej grupy dyskusyjnej na Facebooku, gdzie możecie dzielić się swoimi wrażeniami z waszych górskich wypraw (link do grupy – kliknij).


Jeden Komentarz

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.