data-srcset

Kolejny raz wchodzimy na Śnieżnik, jednak tym razem wybraliśmy mniej uczęszczane szlaki. I był to naprawdę dobry wybór. Opis wejścia na Śnieżnik od strony Jodłowa.

Jako że ostatnimi czasy trzeba było siedzieć w domu przez dłuższy czas z powodu pandemii i innych obowiązków, nie mieliśmy okazji wyjechać w góry na dłużej niż jeden dzień. Teraz nadarzyła się okazja na tani nocleg w okolicy Międzylesia dlatego długo się nie zastanawialiśmy i od razu zaklepaliśmy sobie cały weekend na zdobywanie szczytów Korony Gór Polski.

Naszym celem na ten weekend było zdobycie Śnieżnika, Jagodnej i Orlicy. Plany podzieliliśmy na dwa dni. Zdecydowaliśmy że w sobotę wchodzimy na Śnieżnik a w niedzielę zdobędziemy Jagodną i Orlicę.

W sobotni poranek wyruszyliśmy z Wrocławia do Międzylesia, gdzie mieliśmy zabukowany nocleg. Droga z Wrocławia zajęła nam około 2 godziny i na miejscu byliśmy koło godziny 9:30. Plan był taki, że w trasę ruszymy jak najwcześniej, żeby mieć czas na spokojne wejście, odpoczynki bez zbędnego pośpiechu. Oczywiście wyszło jak zwykle, zanim ogarnęliśmy wszystko w pensjonacie i dogadaliśmy się co do zameldowania (chcieliśmy rano dać znać w pensjonacie że z gór zejdziemy późno i poprosiliśmy o zostawienie kluczy w drzwiach pokoju) i dojechaliśmy na parking przy szlaku była już 11:00. A przed nami około 8,5 godziny wędrówki po trasie, którą wybraliśmy z uwagi na to, że wydawała się w miarę mało uczęszczana przez turystów.

Nie przedłużając prezentujemy naszą trasę wejścia na Śnieżnik:


Nasz plan wycieczki na Śnieżnik

Nasz plan zakładał zdobycie Śnieżnika od strony Jodłowa, gdyż od drugiej strony szlak z Kletna jest obecnie uczęszczany przez ogromne tłumy turystów, dlatego aby nie wchodzić na szczyt w tłumie zdecydowaliśmy się właśnie na niebieski szlak z Jodłowa.

W Jodłowie udało nam się znaleźć parking tuż przy wejściu na szlak i na szczęście udało nam się znaleźć wolne miejsce. O godzinie 11:00 parking był praktycznie całkowicie zapełniony ale dzięki uprzejmości pary, która przyjechała tuż przed nami i przestawiła swój samochód na trawie o metr udało nam się wcisnąć w powstałą lukę. Parking w Jodłowie nie jest duży dlatego najlepiej próbować zaparkować jak najwcześniej.

W końcu mogliśmy ruszyć w drogę. Zaraz po wyjściu z parkingu musieliśmy podjąć pierwszą decyzję, czy idziemy najpierw na Śnieżnik niebieskim szlakiem, czy wybieramy się na Trójmorski Wierch czerwonych szlakiem i wydłużamy wycieczkę o jakieś dodatkowe 2 godziny. Z uwagi na to, że była już 11:00 zdecydowaliśmy się na wejście na Śnieżnik a potem jak czas pozwoli, wrócimy przez Trójmorski Wierch na parking. Tak rozpoczęła się nasza wędrówka na szczyt Śnieżnika.

Do pierwszego punktu odpoczynkowego mieliśmy około godziny drogi, dlatego nie spiesząc się za bardzo i delektując się ciszą i spokojem spokojnie sunęliśmy naprzód wśród drzew. Na trasie nie było praktycznie nikogo i na to właśnie liczyliśmy wybierając tą drogę, chcieliśmy uniknąć wchodzenia na szczyt w tłumie. Do punktu “Czarny Rów” dotarliśmy po około godzinie. Podczas odpoczynku zaczęły nas doganiać małe grupki turystów, którzy szukali miejsca w cieniu aby odpocząć od palącego słońca.

Po chwili odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę. Szlak cały czas biegł po dobrze utrzymanej leśnej drodze i na szczeście przez większość czasu mieliśmy możliwość wędrować w cieniu drzew. Upał tego dnia był nieznośny, w końcu był środek lata. Do następnego punktu mieliśmy do pokonania około 3 km.

Po drodze w związku z upałem zrobiliśmy jeszcze jedną przerwę tuż obok szczytu “Wysoczka”. Miejsce było idealne na odpoczynek, odrobina cienia, kłody na których mogliśmy usiąść i podelektować się panującym na szlaku spokojem i lekkim wiatrem. Coś wspaniałego. Po chwili odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę.

W drodze do punktu “Pod Małym Śnieżnikiem” mieliśmy okazję zobaczyć cel naszej wycieczki w całej okazałości. Ze szlaku rozpościerał się wspaniały widok na cały Śnieżnik oraz znajdujące się tuż pod nim Schronisko PTTK “Na Śnieżniku”. Widok był naprawdę wspaniały.

Z tego miejsca do schroniska pozostało nam już około 2 km. drogi. Szlak praktycznie przestaje się wznosić więc ten odcinek udało nam się przejść w około 35 minut. Na tym odcinku zaczęliśmy spotykać już coraz więcej turystów, którzy szli w przeciwnym kierunku już od strony Śnieżnika. Po chwili nareszcie wyszliśmy na Halę pod Śnieżnikiem i naszym oczom ukazały się wspaniałe widoki na Smrekowiec, Średniak i Czarną Kopę.

W Schronisku mieliśmy nadzieję na chwilę odpoczynku, mały ciepły posiłek, podbicie pieczątek i ogólne spędzenie czasu aby nacieszyć oczy tymi wspaniałymi widokami. Na miejscu okazało się że jednak lepiej będzie po prostu usiąść na zboczu na trawie i po prostu odpocząć poza murami schroniska. Liczba turystów była tak duża, że do bufetu kolejka kończyła się przy samych drzwiach wejściowych. Z drugiej strony jest to naprawdę pocieszające, że tylu turystów odwiedza nasze góry.

Po chwili odpoczynku i szybkim posiłku ruszyliśmy w dalszą drogę na szczyt Śnieżnika. Szlak na szczyt wznosił się tutaj dość mocno w górę, do tego wędrowało nim dużo osób. Jednak przy tak pięknej pogodzie udało nam się go pokonać dość szybko, przy okazji udało nam się zrobić kilka ciekawych zdjęć.

Zaraz za “Jaskółczymi Skałami” odkryliśmy ciekawe miejsce tuż obok szlaku, taki niby punkt widokowy, który był w większości omijany przez turystów, a szkoda bo można było z niego zobaczyć wspaniały widok na góry po czeskiej stronie.

Aby nie tracić zbyt dużo czasu na podziwianiu widoków, po chwili ruszyliśmy na sam szczyt. Udało się! Zdobyliśmy Śnieżnik po raz drugi. Przyszedł czas na zrobienie pamiątkowych zdjęć do książeczki Korony Gór Polski i zasłużony odpoczynek. Rozłożyliśmy się na trawie i tak spędziliśmy wspólnie ponad pół godziny ciesząc się naszym sukcesem i wspaniałą atmosferą.

Udało się nam również uchwycić cały szczyt w rzucie 360 stopni. Na szczycie znajdują się również ruiny starej wieży widokowej, na której wielu turystów robi sobie pamiątkowe zdjęcia. My również postanowiliśmy skorzystać z okazji, żeby uchwycić widok na północną stronę szczytu.

Nadszedł czas na powrót do Jodłowa. W założeniu mieliśmy wracać przez Puchacz i Trójmorski Wierch ale z uwagi na dość późną godzinę zdecydowaliśmy się skrócić wędrówkę i po drodze zdobyć tylko Mały Śnieżnik i Goworek, a potem żółtym szlakiem wrócić do Jodłowa. Trasa powrotna prezentuje się następująco:

Spodziewaliśmy się trochę łagodniejszego podejścia, gdyż byliśmy już dość zmęczeni, jednak żeby nie wracać dokładnie tą samą trasą postanowiliśmy jednak podjąć wyzwanie. Początkowo nie było tak źle, trasa zielonym szlakiem wiodła lekko w górę, z ziemi wystawało mnóstwo korzeni, jednak w dalszej części już przy Małym Śnieżniku ścieżka stała się mocno kamienista.

Widoki? Dość słabe, przy okazji szczyty nie znajdują się tuż przy szlaku tylko między drzewami i trzeba lekko zejść ze szlaku żeby znaleźć tabliczki informujące o szczycie. Jako że powoli opadaliśmy z sił czym prędzej ruszyliśmy dalej aby jak najszybciej przejść ten odcinek.

Do Jodłowa wróciliśmy koło godziny 19:00 praktycznie wykończeni całodzienną wędrówką w upale. Jednak naprawdę było warto. Możemy tylko żałować że zabrakło nam sił i czasu aby zaliczyć jeszcze wieżę widokową na Trójmorskim Wierchu ale jeszcze przyjdzie na to czas.


Jeżeli podobają się wam nasze artykuły to zapraszamy do polubienia naszej witryny na Facebooku. Możecie też nas znaleźć na Twitterze oraz Instagramie, linki znajdziecie poniżej:

Zapraszamy was również do naszej grupy dyskusyjnej na Facebooku, gdzie możecie dzielić się swoimi wrażeniami z waszych górskich wypraw (link do grupy – kliknij).


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.