data-srcset

Zdobyliśmy Rysy – nasza wyprawa na najwyższy szczyt Polski od strony słowackiej.

Długo marzyliśmy o tym, aby zdobyć najwyższy szczyt Polski i nareszcie udało nam się spełnić nasze marzenie podczas tegorocznego urlopu, który spędziliśmy w Tatrach. Rysy miały być jednym z ostatnich szczytów, który mieliśmy zdobyć w związku ze zdobywaniem Korony Gór Polski, jednak postanowiliśmy dłużej nie zwlekać i przy pierwszej okazji podjęliśmy to wyzwanie.

Okazja na wyjazd nadarzyła się pod koniec września i słusznie założyliśmy, że na szlaku nie będzie już takich tłumów jak w lipcu czy sierpniu. Podejście na Rysy zaplanowaliśmy na pierwszy dzień po przyjeździe do Zakopanego, aby ruszyć na wycieczkę w pełni sił.

Oto relacja z naszej wyprawy na Rysy:

Zdecydowaliśmy się na podejście od słowackiej strony ze względu na dużo łatwiejszą drogę niż od strony polskiej, oraz dlatego że na zdobywanie tego szczytu chcieliśmy przeznaczyć jeden dzień. Wchodząc od polskiej strony musielibyśmy rezerwować nocleg nad Morskim Okiem, przyznaje mieliśmy taki zamiar ale urlop został zaplanowany praktycznie na ostatnią chwilę i raczej ciężko byłoby zarezerwować nocleg w schronisku.

Z pensjonatu wyruszyliśmy o 4:30 rano, aby dojechać na parking Popradzkie Pleso. Droga na parking zajmuje około 1,5 godziny z Zakopanego i mieliśmy nadzieje że dojeżdżając na miejsce będą jeszcze wolne miejsca parkingowe. Po drodze mogliśmy podziwiać wspaniały wschód słońca.

Na parking dotarliśmy około 6:00 rano i rozpoczęliśmy naszą wędrówkę. Trasa, która wybraliśmy przedstawiała się następująco. Na miejscu mieliśmy okazję zobaczyć kolejkę, która kursuje na Popradzkie Pleso, szkoda że nie ma bezpośredniego połączenia z Polski komunikacją zbiorową bo chętnie wybralibyśmy właśnie ten środek transportu.

Nadszedł czas by ruszyć w drogę. Wiedzieliśmy że wycieczka na pewno zajmie nam więcej czasu niż pokazuje mapa z uwagi na to, że uwielbiamy robić setki zdjęć na naszych trasach, dodatkowo wliczyliśmy czas na odpoczynki, czas spędzony w schroniskach i oszacowaliśmy, że raczej na pewno będziemy wracać już po zmroku.

Początkowo szło nam się świetnie, byliśmy pełni sił i zapału, szlak wiódł asfaltową drogą aż do Hotelu Popradzkie Pleso, a wokół nas piętrzyły się Tatry. Niczego więcej do szczęścia nie potrzebowaliśmy.

Po drodze do Hotelu Popradzkie Pleso trafiliśmy na szlak prowadzący na Symboliczny Cmentarz Ofiar Tatr, szkoda nam było tracić okazji więc postanowiliśmy zboczyć trochę z obranej trasy i zwiedzić to miejsce. Więcej o cmentarzu dowiecie się z innego naszego artykułu: link do artykułu (kliknij tutaj).

Po zwiedzaniu cmentarza dotarliśmy żółtym szlakiem do Popradzkiego Stawu i w oddali zobaczyliśmy Hotel Popradzkie Pleso. Był to nasz pierwszy punkt na odpoczynek przed dalszą wędrówką.

Po dotarciu do Hotelu Popradzkie Pleso, ciepłej herbacie i drugim śniadaniu ruszyliśmy w dalszą drogę niebieskim szlakiem. Przy wejściu na szlak znajduje się punkt, z którego można zabrać nosidło z zapasami i wnieść go na Schronisko “Chata pod Rysami”. Parę osób próbowało swoich sił w zakładaniu tych nosideł, potwierdzamy są dość ciężkie, zwłaszcza te z piwem.

W drodze na Rozdroże pod Żabim Potokiem zaczęło lekko padać ale nie był to deszcz, który mógł zmusić nas do rezygnacji z planów zdobycia szczytu. Po chwili deszcz ustał i mogliśmy kontynuować naszą wycieczkę. Widoki na szlaku były naprawdę wspaniałe.

Po dotarciu do Rozdroża nad Żabim Potokiem ruszyliśmy czerwonym szlakiem do Chaty Pod Rysami, oczywiście z planowanych dwóch godzin zrobiły się trzy z powodu pojawiającego się zmęczenia oraz ogromnej ilości zdjęć, które robiliśmy po drodze. Szlak wznosił się serpentynami aż do Żabich Stawów, kilka razy robiliśmy dłuższą pauzę aby nabrać sił do dalszej wędrówki.

Im wyżej wchodziliśmy, tym widoki stawały się jeszcze piękniejsze. W drodze do Żabich Stawów minął nas turysta, który podjął wyzwanie wniesienia zapasów do Chaty Pod Rysami. Naprawdę szacunek dla niego, zważywszy na ciężar z jakim się zmagał.

Gdy dotarliśmy nad Żabie Stawy, przyszedł czas na resztę sprzętu, który wnosiliśmy ze sobą. Powiecie może że “po co te kaski i uprzęże, przecież to jest łatwy szlak”. My stwierdziliśmy, że bezpieczeństwo przede wszystkim. Spadający kamień czy poślizgnięcie się na mokrej skale i upadek to nie najciekawszy scenariusz w górach, dlatego wyszliśmy przygotowani na każdą ewentualność.

Gdy minęliśmy Żabie Stawy i podeszliśmy szlakiem wyżej, dotarliśmy do miejsca gdzie znajdują się sztuczne ułatwienia. Ruch zorganizowany jest tam jednokierunkowo, część ułatwień służy do wchodzenia, część do schodzenia. Nie jest to jakaś wielka przeszkoda ale po padającym deszczu skały były dość śliskie a dodatkowe zabezpieczenie w postaci lonży daje większe poczucie własnego bezpieczeństwa i komfortu podczas wchodzenia.

Dlatego polecamy zaopatrzyć się nawet w podstawowy zestaw uprząż z lonżą asekuracyjną. Wydatek nie jest jakiś super wielki a posłuży wam kilka dobrych lat na trudniejszych szlakach.

Podejście od miejsca ze sztucznymi ułatwieniami do Chaty pod Rysami zajęło nam trochę więcej czasu niż zakładaliśmy z uwagi na większy ruch turystyczny w tym rejonie oraz na fakt, że byliśmy już dość zmęczeni i jedyne o czym myśleliśmy to odpoczynek w schronisku i jakiś posiłek.

Udało nam się zrobić przy okazji kilka ciekawych zdjęć.

W Schronisku “Chata pod Rysami” spędziliśmy około 40 minut odpoczywając i nabierając sił przed wejściem na szczyt. Warunki pogodowe były średnie, dodatkowo wiał dość silny wiatr. Jako że dochodziła godzina 14:00, aby nie tracić więcej czasu ruszyliśmy w dalszą drogę. Na szczyt wędrowaliśmy już praktycznie cały czas wśród chmur, które przetaczały się na Polską stronę.

Z ostatniego etapu podejścia nie mamy niestety za wiele zdjęć ze względu na wiejący silny wiatr i niebezpieczeństwo poślizgnięcia się na mokrych skałach, udało nam się uchwycić jeszcze moment, gdy do szczytu pozostało nam około 300 metrów.

Niewiele osób, z którymi wędrowaliśmy do Chaty pod Rysami zdecydowało się na kontynuowanie wędrówki na sam szczyt. My czuliśmy się na tyle pewnie że postanowiliśmy jednak zdobyć Rysy. W tych warunkach po około 40 minutach dotarliśmy w końcu na szczyt.

Zdobyliśmy Rysy!

Na szczycie spotkaliśmy parę turystów, którzy postanowili zdobyć Rysy od polskiej strony i mieli spędzić noc w Chacie pod Rysami. Po krótkim pobycie na szczycie razem zeszliśmy do Schroniska, pożegnaliśmy się z nimi i ruszyliśmy w drogę powrotną.

Noc zastała nas jeszcze przed Rozdrożem nad Żabim Potokiem, a do parkingu dotarliśmy koło 22:00. Słońce zaszło o około 19:00 więc około 3 godziny wędrowaliśmy w kompletnej ciemności. Dlatego jeżeli podczas górskiej wędrówki przewidujecie, że może was zastać noc polecamy zabrać ze sobą dobre lampki czołowe. Jak wygląda taka wędrówka w nocy w Tatrach możecie zobaczyć na tych dwóch zdjęciach:

Jeżeli podobają się wam nasze artykuły to zapraszamy do polubienia naszej witryny na Facebooku. Możecie też nas znaleźć na Twitterze oraz Instagramie, linki znajdziecie poniżej:

Zapraszamy was również do naszej grupy dyskusyjnej na Facebooku, gdzie możecie dzielić się swoimi wrażeniami z waszych górskich wypraw (link do grupy – kliknij).


Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.